Mama Muminka jest tylko jedna |
|---|
| (2009-05-26) |
|
Nie będzie wstrząsającym odkryciem, że zarówno tego, czego od nas się oczekuje, jak i sposobów na to, by te oczekiwania zadowolić uczymy się od maleńkości. Czego Jaś się NIE nauczy, tego Jan NIE będzie umiał. A czego Jasia się nauczy, Jasia będzie umiała. Jaś wciąż powinien NIE UMIEĆ parać się pracą domową a Jasia umieć powinna. Trwa zatem walka o młode umysły. Interpretacja i reinterpretacja bajek, odkłamywanie ich, poszukiwanie ukrytych sensów, prze-korne prze-pisywanie bajek lub tworzenie całkiem nowych – to bardzo żywy trend humanistyki. I ja się do niego z chęcią przyłączę. Muminki to świetny przykład literatury dziecięcej – zrobiły furorę na całym świecie, adaptacje filmowe i komiksy są chętnie oglądane nawet przez te dzieci, które nie lubią czytać. Także wśród dorosłych kultowi Muminków dorównuje tylko kult Kubusia Puchatka. Dom w Dolinie Muminków jest chyba najprzytulniejszym miejscem literackiego świata w ogóle, a prowadząca go Mama Muminka to postać bardzo charakterystyczna, która od razu zapada w pamięć. Przyznam się, że kiedy zostałam mamą i odkryłam Muminki na nowo, długo marzyłam, o tym, żeby być Prawdziwą Mamą Muminka. Ta nietuzinkowa bohaterka występuje w ośmiu z dziewięciu książek o Muminkach. A najwięcej o niej dowiemy się właśnie z tej dziewiątej, w której... w ogóle się nie pojawia. Oto Matka Idealna „Najplastyczniejszym opisem chleba jest opis głodu” – tak napisał Tadeusz Różewicz. Praca domowa gospodyni, praca nad utrzymywaniem domowości fizycznej i psychicznej jest codzienna jak chleb i jak chleb niedoceniana. Dopiero gdy brak gospodyni - widać, że świat stracił swoją oś, że właściwie domu już nie ma. Jest tylko jakieś miejsce, trudne do ogarnięcia. Właśnie w taki sposób pokazana, a właściwie doświetlona została postać Mamy Muminka w ostatniej książce cyklu Tove Jansson – „Dolinie Muminków w listopadzie”; książce, która jest mniej znana od innych opowieści przede wszystkim dlatego, że jej właśnie nie zekranizowano. Zacznijmy jednak od Mamy, jaką większość z nas zna. Na pierwszy rzut oka Mama Muminka wydaje się postacią typową – ideałem mamusi. Miły pyszczek, pasiasty fartuch, nieodłączna torebka i zwyczaj dawania domownikom na dobranoc cukierków w paski... Jej rodzina, jak pamiętamy, to Tatuś Muminka oraz otoczone dyskretną opieką dzieci – Muminek i adoptowana Mała Mi. W miłym domu Muminków chętnie gości też masa innych troli, które bardzo lubią odwiedzać rodzinę. To tam zatrzymuje się Włóczykij, tam można bez wahania przyprowadzić dzieci, które z jakiś powodów pozostały bez opieki. W opowieściach o Muminkach jest dużo rodzinnych dialogów przy jedzeniu, przy porannej kawie, przy obieraniu grzybów, na pikniku, przy robieniu przetworów. Tworzy to niepowtarzalną, kochaną przez czytelników na całym świecie atmosferę książek – realizm codzienności pomieszany z bajkowością w najlepszym wydaniu. Mamusiowa Mama to oś tego świata. Tak właśnie jest w siedmiu pierwszych tomach. Oto jak skończyły się zimowe szaleństwa Muminka, gdy Mama się już obudziła z zimowego snu. Mama poszła do kuchni, żeby zagotować wody z sokiem. „Zima Muminków” Mama Muminka nie tylko jest opiekuńcza, ale potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. A jej pogoda ducha wydaje się niewzruszona. Analizując postać ma się wrażenie, że Mama Muminka jest wyidealizowana, bo uosabia wszystkie pozytywne cechy kobiety – opiekunki, ale nie ma w niej uciążliwej gderliwości, czy cierpiętnictwa. Wręcz przeciwnie – ona emanuje niebywałym psychicznym luzem. Oto jak zachowuje się mama, po powodzi w dolinie siedząc na dachu i przyglądając się zalanej wodą kuchni. Podpłynął do spiżarki i otworzył drzwi. Woda w spiżarce była biała od mleka, a tu i ówdzie unosiły się w niej drobinki dżemu borówkowego. Obok niego przepłynęło kilka bochenków chleba, a za nimi zwój makaronu. Muminek chwycił maselniczkę, złowił w przelocie bochenek chleba i zatoczył łuk nad płytą kuchenną, aby wziąć maminą puszkę z kawą. Potem wypłynął pod sufit i głeboko wciągnął powietrze. „Lato w Dolinie Muminków” Co wolno kobiecie? Nie dość, że opiekuńcza i zaradna, to jeszcze miła, wielkoduszna i zawsze opanowana! Nawet kiedy Mama pokazuje rogi, robi to na swój sposób, nieco bokiem, milcząco. Przedostatnia opowieść cyklu „Tatuś Muminka i morze” opowiada o przeprowadzce rodziny na wyspę, gdzie Tatuś postanowił zostać latarnikiem. Pewnego dnia w Dolinie dopadł go psychiczny kryzys i poczuł się bezużyteczny – świat wokół niego stał się zbyt bezpieczny i oswojony. Zatem zarządził przeprowadzkę, a rodzina musiała zmagać się z całkiem nową sytuacją. Mamusię Muminka w końcu przerosło mieszkanie na niegościnnej wyspie, gdzie nawet ziemia jest nieurodzajna i nieprzyjazna, gotowanie obiadów z ryb i wciąż kurczących się zapasów, a przede wszystkim obserwowanie męża wciąż przegrywającego z rolą, którą sam sobie narzucił. Najpierw uciekła w piłowanie drewna – ta niekobieca czynność staje się jej obsesją i formą rozładowania agresji. Potem nastąpiła prawdziwa ucieczka – Mama zaczęła malować na ścianie. Miała namalować statek na morzu – „niechcący” namalowała swój ukochany ogród z Doliny Muminków, znane drzewa i dom. W końcu weszła w urealniony nagle obraz i tam znikała na całe dnie. Mało tego - dla niepoznaki namalowała na nim kilkanaście mam, żeby nikt jej nie poznał i nie przeszkadzał. Członkowie rodziny byli zbulwersowani: - Gdzie byłaś?! - wybuchnął Tatuś. „Tatuś Muminka i morze”
A przecież kochamy Muminki za to, że opowieści o nich są prawdziwe, w ich Dolinie bynajmniej nie wszystko się udaje, postaci nie są jednowymiarowe. Przecież Tata Muminków kiedyś „prowadził życie hulaszcze”, Mała Mi jest wredna, Włóczykij co roku naraża Muminka na cierpienie rozłąki, a na niebie nad Doliną potrafi pokazać się groźna kometa. A Mama Muminka? Jakoś nie chce nam się wierzyć, że Mama Muminka to postać–wydmuszka, proteza prawdziwej kobiecości, ornament na płaskim obrazku stanowiącym tło. Oryginał vs kopie Bajki co prawda rządzą się swoimi prawami, mamusie muszą być mamusiowate, dom domowy, i już. Od arcydzielnych Muminków wymagamy jednak dużo więcej, i słusznie. Tove Jansson w ostatniej książce cyklu doświetla postać Mamy Muminka, wykładając przy tym całą swoją mamologię stosowaną. Naprawdę warto po nią sięgnąć, po to by się odtruć, po to, żeby mieć w zapasie kilka pysznych fraz i po to, by przekonać się, że świat zmienia się na lepsze, a literatura jest dla nas. „Dolina Muminków w listopadzie” – to mini-epos o chaosie i porządku, o rodzinie, o potrzebie bycia z ludźmi, ścierającej się z potrzebą bycia sobą. Chronologicznie – i filozoficznie stanowi ona dopełnienie opowieści morskiej. Do opuszczonego domu Muminków w dolinie przybywają wiedzione tęsknotą trolle – Filifionka, Paszczak, Homek, Włóczykij i Mimbla. Rozczarowane tym, że gospodarzy nie ma, próbują odtworzyć atmosferę, bezpieczeństwa a zarazem wolności, którą zapamiętały z wizyt u Muminków, powoli przejmując ich role. Szybko jednak okazuje się, że stanowią raczej cień, mroczną stronę rodziny niż Rodzinę. Najbardziej tęskni za Mamą Homek, bez przerwy snujący fantazje o posiadaniu prawdziwej mamy i idealizujący ją w sposób kompletnie irracjonalny. Nie pozwala mu się jednak na te złudzenia, dlatego Homek kłóci się z czeszącą go Mimblą, która twierdzi, że rodzina miała swoje specjalne miejsce złoszczenia się. - Szli w najdalszy kąt ogrodu, kiedy mieli wszystkiego dosyć i byli źli i chcieli żeby ich zostawiono w spokoju. „Dolina Muminków w listopadzie” Ślepej idealizacji sprzeciwia się także filozof Doliny - Włóczykij. - Na pewno kiedyś wrócą. „Dolina Muminków w listopadzie” Rolę Mamy Muminka usiłuje wypełnić Filifionka. Miota się bezradna i nieszczęśliwa, z góry zakładając, że oczekuje się po niej wiernego odwzorowania zachowania Mamy. Filifionka kocha czystość i gospodarność, ale na skutek wypadku - właśnie przy domowej pracy we własnym domu - zapadła na dziwną niemoc: gdy tylko dotknęła miotły lub ścierki dostawała zawrotu głowy i od razu mdlące uczucie strachu wzbierało w jej żołądku i grzęzło w gardle. Za sprzątanie zatem w ogóle się nie bierze. Z drugim, ważnym elementem gospodarstwa - gotowaniem - też nie jest łatwo. Włóczykij spytał: „Dolina Muminków w listopadzie” Sprytna manipulacja Włóczykija doprowadza do rozejmu. Filifionka z przyjemnością zajmuje się gotowaniem. Jednak ciepłymi posiłkami nie daje rady odczarować atmosfery – nadal wszyscy czują się obco i krytykują siłowe próby wcielania się Filifionki w Mamę Muminka. O dziwo, najbardziej brakuje im nie opiekuńczości, ale wdzięku, nonszalancji i dystansu Mamy. Mama Muminka lubiła gwizdać podczas gotowania – powiedziała Mimbla. – Wszystko było trochę byle jak… Nie wiem, ale było inaczej. Czasem brali ze sobą jedzenie i gdzieś jechali, a czasem wcale nie jedli… „Dolina Muminków w listopadzie” Sytuacja zmienia się na lepsze dopiero wtedy, gdy Filifionka zaczyna rozumieć, że jest sobą i powinna taka pozostać. Rozgrywa się to w dwóch pięknych scenach. Pierwsza z nich to taniec Mimbli podczas uroczystego wieczoru, który o dziwo się udał. Mimbla, postać niezależna i narowista (jest w końcu starszą siostrą Małej Mi) z zasady bierze z życia co najlepsze unikając wszelkich trudów, jest bardzo zdystansowana, ironiczna i irytująca. Zarazem jej wdzięk nie ma sobie równych; taneczny występ zachwyca całe towarzystwo. Następuje po nim taki dialog: Rozległy się entuzjastyczne brawa, a Paszczak powiedział ze szczerym podziwem: „Dolina Muminków w listopadzie” Ostatnia, pozornie chaotyczna wypowiedź Filifionki jest bon motem, który mam zamiar namalować sobie na ścianie w kuchni. Co się właściwie powinno? Wkrótce po tym zdarzeniu fobia sprzątania przechodzi Filifionce jak ręką odjął, zaczyna ona wielkie porządki w domu. Nie mogę oprzeć się przed przytoczeniem całości tego pięknego opisu, mając nadzieję, że ci, którzy książki nie czytali, nie poprzestaną na tych cytatach, ale sprawdzą, jak i dlaczego udało się Filifionce dojść do ładu. Filifionka sprzątała. Wszystkie garnki, jakie tylko były, stały na kuchni i grzała się w nich woda, szczotki, ścierki i miski, tańcząc wyskakiwały ze swoich szaf. Poręcz werandy zdobiły przewieszone przez nią dywany. Odbywało się kolosalne wręcz sprzątanie, największe jakie ktokolwiek kiedykolwiek widział. tamci stali wszyscy w ogrodzie i dziwili się widząc jak Filifionka wpada i wypada, wychodzi i wraca, z chustką na głowie, w fartuchu Mamy Muminka tak dużym, że okręcona nim jest trzy razy. Najciekawszy jest jednak dowcipny dialog końcowy: Dzięki za sprzątnięcie domu – powiedział Paszczak ze szczerym podziwem. „Dolina Muminków w listopadzie” Bycie Mimblą, czy Filifionką wypływa z wewnętrznego przekonania, potrzeby, rozpoznania tego, kim się jest i po co się jest. PRAWDZIWA MAMA MUMINKA jest tylko jedna. Możemy, i owszem, zakładać czasem jej fartuch, okręcając się w pasie trzy razy, możemy gwizdać przy gotowaniu, czy zazdrościć jej po cichu niezmąconego spokoju. Wygląda na to, że Tove Jansson w pewnym momencie zauważyła, że stworzyła coś, co ludzie zaczynają uznawać za wzór. Jak widać, w ostatniej książce cyklu stanowczo odradziła nam i bezrefleksyjne naśladowanie, i skłanianie innych do naśladownictwa – niech każdy będzie tym, kim jest, bo dla każdego jest miejsce – takie jest przesłanie tej historii. Wprost przesyca ją duch wolności i szacunku dla różnorodności ludzi, a dyskusja z rolą kobiety w społeczeństwie jest w niej prowadzona otwarcie. Jest to także instruktaż, jak czytać Muminki, jak się nimi inspirować, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Nie złośćmy się na Mamę Maminka, gdy nie krzyczy na Tatę. Mama Muminka nie „ustępuje”, tylko jest sobą. Pozwala próbować i błądzić, wspiera lub tylko towarzyszy, nigdy nie ingeruje, a zdarzenia i rzeczy widzi w porządku innym niż ogólnie przyjęty. Mama Muminka kiwnęła głową potakująco. Siedziała z pyszczkiem pochylonym nad taflą wody i patrzyła na dno. Co jest ważniejsze? Piękny widok i docenienie czyjegoś odkrycia, czy cena złota, które nie jest Muminkom konieczne do egzystencji? Co jest ważniejsze? Pokonanie przez Tatę ciężkiego psychicznego kryzysu, czy trudności, jakie z jego powodu musi pokonać rodzina? Czy rozmowa, którą odbyła Mama z Tatą po powrocie z namalowanego ogrodu, z której jasno wynika, że jeśli Tatuś chce budować życie na nowo, to na nowo będzie musiał zdobyć swoją partnerkę, jest mniej skuteczna od kłótni?
Anna Janikowska źródło: www.kasakobiet.oai.pl Ilustracje: Copyright Moomin Characters TM |