Zapisz się na newsletter






Dziecięce Tematy

Bałagan Lub Wygoda - wywiad z polskimi prekursorkami BLW

(2010-08-21)

BLW szturmem wchodzi na salony, czy też do jadalni. Z okazji niedawnej premiery książki „Bobas Lubi Wybór” wydawnictwa Mamania, która jest pierwszym, przetłumaczonym na polski „podręcznikiem” BLW, rozmawiamy z Martą Sobiło i Agnieszką Mocarską, prekursorkami BLW w Polsce, założycielkami strony www.babyledweaning.pl



NMP: Jak najkrócej określiłybyście, czym jest BLW?

 
Marta: Wygodą. I bałaganem.
Agnieszka: Wspólnym jedzeniem.
 
NMP: Skąd pomysł na zajęcie się BLW?
 
Agnieszka: Spotkałyśmy się, posadziłyśmy czworo dzieci przy stole i zjadłyśmy obiad. Potem od słowa do słowa wyszło, że obie lubimy BLW i że w Polsce nic na ten temat nie słychać...
Marta: Zagospodarowałyśmy niszę.
 
NMP: Czemu właściwie, waszym zdaniem, BLW zamiast być naturalnym sposobem żywienia najmłodszych dzieci, stało się modą/trendem zaopatrzonym w nazwę, fora tematyczne, grupy fanowskie i otoczkę ideologiczną?
 
Marta/Agnieszka: Zalecenia żywieniowe ciągle się zmieniają, młode matki pod naporem lekarzy, pielęgniarek i teściowych, gdy każdy mówi co innego i każdy ma sto złotych rad, czują się zagubione. Rzadko która z nas ufa wyłącznie instynktowi swojemu i dziecka. My pomagamy oprzeć się sprzecznym dobrym radom i uczymy zaufania.
 
NMP: Czy BLW wymaga jakiegoś specjalnego oprzyrządowania?
 
Agnieszka: Przydaje się stabilne krzesełko, ale to akurat kupuje się niezależnie od formy podawanego jedzenia. Najważniejsze, aby się dosuwało do wspólnego stołu i było łatwe do umycia.
Marta: Można używać specjalistycznych śliniaków, mat pod krzesełko, na stół, miseczek. Ale równie dobrze można się bez tego obyć, przynajmniej przez pierwsze 2-3 miesiące jedzenia przez dziecko tylko rękami.
 
NMP: Podoba mi się idea BLW, ale wejdę w skórę sceptycznej tradycyjnej matki i poszukam dziury w całym. Poniższe pytania przygotował mój zespół leniwych sceptyczek.
 
Czemu twierdzicie, że przygotowanie posiłków przy BLW jest mniej czasochłonne? Przeciętnie zorganizowanej matce, uzbrojonej w blender, przygotowanie zestawu obiadków dla dziecka zajmuje 20 minut raz na kilka dni. BLW zakłada codzienne gotowanie i to wielu składników osobno, co oznacza więcej czasu i konieczność zmywania większej ilości naczyń :)
 
Marta: Tu należałoby zadać pytanie: czy gotujecie coś dla siebie/partnera na obiad/kolację? Jeśli tak – podzielcie się z dzieckiem.
Agnieszka: Wrzucenie warzyw do parowaru i ryżu lub kaszy do garnka zajmuje chwilę, a każdą z tych rzeczy można potem przechować. Gotujemy jeden urozmaicony posiłek dla wszystkich – nie kilka dla każdego członka rodziny.
 
NMP: A co, jeżeli rodzice nie chcą dostosowywać swojej diety do dziecka, bo lubią ostre, chińskie dania? Albo po prostu lubią jeść te rzeczy, których nie lubi ich dziecko?

Marta: Zakładam w takim razie że dali już dziecku spróbować przynajmniej raz każdą z rzeczy które jedli i stąd wiedzą że dziecko tego nie lubi..? Bo opowieści o tym jak to dzieci nie lubią np. czosnku można między bajki włożyć :)
Agnieszka: Dzieci bardzo często lubią to, co rodzice. Dodatkowo dzieci karmione piersią, zanim dostaną swój talerz- znają już pełen bukiet smaków które z talerza mamy przeniknęły do mleka. Jednakże może zdarzyć się że pomimo tego że dziecko od małego ma kontakt z jakimś produktem który wszyscy domownicy jedzą - kategorycznie odmawia. Często spowodowane jest to tym że dziecku nie smakuje.
Marta: Tak, ale należy się przyjrzeć dziecku kiedy zje np. zupę, w której smak tego produktu jest ukryty- być może unika tego produktu ze względu na alergię. Wtedy rzeczywiście trzeba odrobinę zmodyfikować swoją dietę, lub chociaż kolejność przyrządzania potraw tak, aby dany produkt dodawać na końcu, po uprzednim odłożeniu porcji dla dziecka.
Agnieszka: Jeżeli dziecko po prostu nie lubi czegoś- np. kukurydzy- będzie sobie z zapałem wygrzebywać ją z talerza, można więc podać to co sami jemy a dziecko sobie swoją porcję samo dostosuje :)
 
NMP: Idea szwedzkiego stołu zawsze kojarzyła mi się z marnowaniem jedzenia. Czy podawanie dziecku za każdym razem do wyboru wielu różnych rzeczy, z których większości nie tknie albo tylko rozmemła nie jest tym samym? Podajesz dziecku marchewkę, brokuły, ziemniaki, pomidora a dziecko zjada tylko brokuły i tak dzień w dzień, miesiąc w miesiąc. Co robisz z resztą?
 
Agnieszka: Zjadam. Dziecko dostaje po trochu z talerzy rodziców. Nie przygotowuję trzech marchewek, pół paczki groszku itp. wyłącznie dla dziecka. Przygotowujemy to, co sami lubimy i częstujemy maluchy. Najczęściej lubią to, co my.
Marta: Ja też zjadam! Jak coś jest bardzo oślinione, daję psu. I naprawdę po trzech posiłkach już wiadomo czego dziecko nie lubi. Wtedy można np. bakłażana zastąpić cukinią. Przy BLW trzeba uruchomić wyobraźnię.
 
NMP: A jeżeli dziecko upodoba sobie tylko 2-3 produkty, np. te brokuły, czy należy podawać mu mimo to przez cały czas inne do wyboru, z założeniem, że i tak się zmarnują?

Marta: BLW w naszym wolnym tłumaczeniu znaczy: bardzo lubię wybór. Jeśli dziecko coś lubi, należy mu to dawać, oferując poza tym zawsze tez inne produkty – a nuż lubi też coś innego, tylko o tym jeszcze nie wie? Ale ma to być jego wybór, nie nasze zmuszanie. Wiadomo, że nie podajemy dziecku ciągle tego, czego nie lubi. To tak jakby codziennie robić sobie kanapki z dżemem, mimo że lubimy z miodem – po co się katować?
Agnieszka: Jeżeli za pierwszym razem dziecku coś nie smakowało, możemy spróbować za dwa tygodnie, miesiąc. Jeśli konsekwentnie odmawia zjedzenia czegoś – być może jest na to uczulone.
 
NMP: BLW kojarzy się z hasłem „Bez papek!” Dlaczego chcecie odmawiać dziecku wyboru konsystencji papki? :)
 
Marta: Och, nie, nie odmawiajmy! Zupa krem z brokułów albo serek waniliowy są papkami. Podajemy je natomiast do własnoręcznego zjedzenia.
 
NMP: Jak rozwiązać problem sprzątania po imprezie, jeżeli nie mamy wystarczająco dużej łazienki, żeby kilka razy dziennie suszyć w niej folię lub matę podkładaną pod krzesełko?
 
Marta: Kupić psa :)
Agnieszka: Ja myję stół i krzesełko po każdym posiłku gąbką. Czasem przelatuję wodą z octem dla odkażenia. I to wszystko.
 
NMP: Jak praktycznie rozwiązać karmienie dziecka poza domem, na wakacjach, gdzie nie mamy kuchni, u babci, gdzie jest perski dywan, w kawiarni itp?

 
Marta: Rzadko kiedy stół stoi na perskim dywanie:), ale nawet jeśli, to starajmy się albo rozłożyć coś pod krzesełkiem albo podnosić jedzenie. W restauracjach podłoga zwykle jest łatwo zmywalna i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek zwrócił uwagę, że nabrudziliśmy. A trochę jednak brudzimy.
Agnieszka: W plenerze z BLW-alcem je się o wiele łatwiej niż z dzieckiem papkowym! Nie musimy pamiętać o słoikach. Większość restauracji ma w menu proste dania dla dzieci lub zdrowe przystawki, np. warzywa z wody, makaron, ziemniaki na parze. Kawiarnie natomiast w sezonie często proponują zdrowe smakołyki, np. biszkopty z owocami. Dzięki temu, że maluch, którego mamy pod opieką, zna działanie restauracji, inne zachowania i etykietę, jest gotowy na smaki inne niż w domu, wspólny wypad do restauracji jest dla niego przygodą. A my możemy przestać nerwowo odmierzać czas do powrotu do domu na zupę – możemy zjeść ją gdziekolwiek po drodze, nie tracąc czasu i sił.
 
NMP: Czym Wy konkretnie się zajmujecie? Upowszechnianiem idei?
 
Marta: Tak, przede wszystkim upowszechnianiem idei :). Prowadzimy warsztaty i pogadanki, rozkładamy gdzie się da nasze ulotki, współpromujemy książkę o BLW „Bobas lubi wybór”. Staramy się rozruszać forum, a także ściągnąć do Polski fajne rzeczy pomocne przy BLW: maty pod krzesełko czy ekośliniaki.


Fot: www.babyledweaning.pl, www.ijoma.pl


Oprogramowanie: SOTE, Projekt i realizacja: STUDIO IMPULS